Niezaprzeczalnie, jednym z głównych tematów tegorocznych wakacji, były grzyby. Czy może raczej nieumiejętny ich dobór, owocujący kilkoma operacjami i pobytem szpitalu. My jednak skupmy się na pozytywnych aspektach kurek, borowików i koźlaków.
Zacznijmy więc od tego, iż grzyb sam w sobie nie posiada żadnych szczególnych umiejętności i talentów. Nie można powiedzieć, że pozytywnie działają na serce, czy poprawiają perystaltykę jelit. Nic z tych rzeczy. Grzyby należą więc do niezwykle neutralnego składnika naszego menu.
Mimo wszystko nie można odmówić im smakowitości i mimo tego, iż w dzieciństwie nie przepadałem za tego rodzaju przysmakiem, dziś uśmiecham się szeroko, widząc położone na piecu kawałki suszonych grzybów.
Dodajmy, iż grzyby jeść możemy bez obaw o dodatkowe i niechciane kilogramy. Są mało kaloryczne, dlatego osoby na diecie potrafią je docenić i obdarzyć szczerą przyjaźnią. Niestety przy tym wszystkim należy pamiętać o jednym mankamencie grzybów. Ich wadą jest ciężkostrawność. Przez chitynę, która się w grzybach zagnieździła, te potrafią długo zalegać w żołądku.
Do grzybich minusów dodajmy to, o czym napomknęliśmy na początku. Mimo, iż staramy się je zbierać jak najbardziej starannie, zdarzyć się może, iż jakiś trujący okaz zagubi się w naszym koszyku. A wystarczy przecież jeden mały trujący grzybek, żeby cały obiad podlany był trucizną. Apelować więc pragnę o szczególną ostrożność i uwagę.
Grzybo-entuzjastom i amatorom przypomnieć warto o kulturze grzybobrania. Grzyby są ozdobą lasu, tak więc nie wyrywamy ich brutalnie wraz z grzybnią, a delikatnie nożykiem tniemy dolną nasadę nóżki.
W kuchni, grzyby może spotkać los różnoraki, w zależności od naszych kulinarnych umiejętności i gastronomicznej wyobraźni. Tak czy inaczej, grzyby nadal pozostają miłym urozmaiceniem codziennych posiłków, wypada więc powoli kończyć i z pełną szczerością życzyć smacznego.
Wstaw na stronę:
Nie ma komentarzy