Układamy nową dietę, komponujemy zdrowe i odchudzające menu, staramy się przestrzegać nowych postanowień a jednak są momenty, kiedy o tym wszystkim zapominamy. Są momenty, w których odrzucamy wszelkie postanowienia, wracając na ścieżkę gastronomicznego zatracenia. O jakich momentach mowa? Czy podobne zjawisko naprawdę nas dotyczy i dotyka?
Wyjścia z domu – tak można w skrócie opisać największą kłodę na naszej drodze do szczupłości. W domu grzecznie i konserwatywnie postępujemy tak, jak pan dietetyk przykazał, jednak jeśli tylko opuścimy nasze bezpieczne cztery ściany od razu wpadamy w sidła kulinarnego grzechu.
Seans kinowy. Któż nie lubi wyjść czasem z grupką znajomych na relaksacyjny film? Założenie jest jak najbardziej słuszne, jednak szybko poddajemy się zabawie i w naszych dłoniach ląduje kubełek z popcornem. Solonym, lub polanym jakimś słodkim dodatkiem. Pragnienie gasimy za pomocą gazowanego napoju w kolorowym kubeczku. Kiedy my z wesołą miną cieszymy się filmem, komórki tłuszczowe powolutku się rozszerzają.
Ile razy wieczorny wypad z koleżanką miał swój koniec w barze szybkiej obsługi? Hamburgery, kebaby, gęste sosy, tłuste mięso i niezła porcja wieczornych węglowodanów. Oczywiście, należy się nam odrobina relaksu, odpoczynku, wytchnienia, oczywiście że tak. Jednakże kalorie nie odpoczywają, działają bez ustanku powiększając objętość naszego ciała.
Wizyta u siostry, lub cioci, która częstuje nas wyśmienitym ciastem. Od razu decydujemy się na kilka porcji. Jest przecież takie smaczne i niewinne, a poza tym jest doskonałym dodatkiem do beztroskiej rozmowy i ploteczek. A kalorie tańczą wesoło, odkładając wałeczki tłuszczu w nowych miejscach.
Rujnujemy własną dietę. Odpuszczamy lekce sobie ważąc skutki takiego odpuszczenia. Dajemy ponieść się chwili, niwecząc wszystkie dotychczasowe wysiłki. Zastanówmy się nad tym w milczeniu.
Wstaw na stronę:
Nie ma komentarzy