Często mamy problem z taką kwestią jak samoakceptacja. Powody ku temu są różne i niepodobna rozstrzygać wszystkich po kolei. W wielu przypadkach jest to po prostu nasze odbicie w lustrze, niedoskonałości ciała, fałdki, których nie powinno być, spodnie, które uparcie nie chcą już na nas wejść. Tusza jest kapryśna i nierzadko skrajnie inna niż byśmy sobie tego życzyli. W związku z powyższym, dokładamy wszelkich starań, żeby tuszę tę niesforną zmienić, naprawić, ulepszyć. Ćwiczymy, szukamy diet, kupujemy tabletki i stosujemy inne odchudzające cuda. Niektórzy zaś decydują się na krok jeszcze bardziej radykalny. Głodówka.
Głodówka, mimo strasznego brzmienia samego wyrazu, może ona zrobić wiele dobrego dla naszego organizmu. Jeżeli oczywiście jest to głodówka przeprowadzona z pełną ostrożnością i zdrowym rozsądkiem. Najlepiej pod nadzorem lekarza. Głodówka bowiem może działać jak obosieczny miecz. Łatwo się skaleczyć.
Żeby nasza głodówka miała sens, należy odpowiednio się do niej przygotować. Nie wystartujemy w sztafecie bez rozgrzewki. Na kres dwóch tygodni przed jej rozpoczęciem, zrezygnujmy z mięsa, odstawmy cukier, zamieńmy białe pieczywo na ciemne. Zamiast kawy i herbaty nauczmy cieszyć się ziołami. Napoje gazowane to grzech. Kilka sałatek z warzyw i owoców, kasza i woda mineralna. Damy radę. Mówią, że lewatywa też jest zdrowa.
A potem woda. Do tego woda z odrobiną wody, a na deser kilka łyków wody. Na podwieczorek można poszaleć i wypić wodę. A poważniej, organizm się odtruwa, pozbywa się balastu, trawi zapasy i usuwa toksyny. Możemy odczuwać lekki dyskomfort, ale wszystko to dlatego, iż organizm pracuje na podwyższonych obrotach, osiągając maksimum możliwości. Wytrzymajmy. I fizycznie i psychicznie. Nawet jeśli lodówka zacznie na nas dziwnie patrzeć.
Ile powinna trwać głodówka? Najkrótsza około 36 godzin. Potem powoli z niej wychodzimy (jeśli trwała trzy dni, przez kolejne trzy z niej wychodzimy), pozwalając sobie na kilka warzyw, i soków. Gotowane owoce, kleik – pyszności. Przez jakiś czas unikamy soli, ziemniaków, fasoli i groszku. I staramy się wprowadzić takie zmiany do naszego menu, które nie zaprowadzą nas z powrotem do punktu głodówkowego wyjścia.
Wstaw na stronę:
Nie ma komentarzy